Książka na stu dziesięciu stronach opowiada losy niemieckiej mniejszości na rumuńskim zadupiu, zawieszonych w oczekiwaniu na przepustkę do lepszego świata, na paszport Republiki Federalnej Niemiec. Stary Windisch jadąc do młyna odlicza kolejno dni, zaś mijając pomnik wojennych bohaterów, lata: nietrudno się domyślić, że odmierza czas od złożonego podania o paszport. Zanim on, żona i córka dostaną prawo do wyjazdu, przejść będą musieli wiele upokorzeń.

Problem tkwi w czasowniku opowiadać, bo proza Müller, przeraźliwie skromna w wyrazach, jest raczej czekaniem na fabułę i czekaniem na opowiadanie. Bohaterowie Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie? Żadnych bohaterów, postaci smutne, przytłoczone zatęchłą dyktaturą na poziomie wiejskiego powiatu. Dialogi snują się nad brzegiem stawu, sowa siadła na dachu u starej, pewnie niedługo wyzionie ducha, ciała, kobiet i mężczyzn, rozbierają się i ubierają, pachną, cuchną, ciekną, to książka wypełniona wstydliwymi zapachami.

W końcu książka milcząca. Krótkie zdania, między którymi wydarza się historia, zdania urywane. Z kapiących kropli idea kranu. Siadła przy stole, otworzyła nóż. Przez chmury widać było chłód zimy. Milcząca, okrutna wieś i powieść Müller, nie zwierciadło przechadzające się po gościńcu, ale kałuża na drodze, w której widać cień i wieżę kościoła. Warto tam zajrzeć.

P.S. Wstępny risercz nie wyjaśnił zagadki: skąd wziął się tytuł i co dokładnie oznacza. Poszukiwania trwają. Edit: dzięki informacji Ani, która czyta, oraz od niezależnego rumuńskiego informatora wiemy, że bażant to w potocznym rumuńskim przegrany, naiwniak i frajer.

Herta Müller, Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie, Czarne, 2009