Miłosz w Kairze

3 lutego 2011

Strona obchodów Roku Miłosza informuje, że na popołudnie 30 stycznia zaplanowana była panelowa dyskusja o twórczości Miłosza na Targach Książki w Kairze: wątpliwe jednak czy profesor Hanaa Abd al-Fattah al-Metwaly, ściskając skórzaną torbę czy cokolwiek innego, co w Egipcie jest emblematem akademika, przedarł się pod gradem gumowych kul, przeczołgał między płonącymi samochodami i zatykając nos szmatą  dotarł do pustej hali targowej, żeby dyskutować o twórczości, dziele i życiu poety. Szczerze wątpię, że personel ambasady wychynął zza zakratowanych okien, odłożył telefony i pospieszył promować polską kulturę: nie byłoby zresztą przed kim promować, bo wszyscy, tak się składa, walczyli oraz ginęli na ulicy.

Jednak obraz panelistów debatujących o Miłoszu w ogarniętym rewolucją mieście jest nie tylko groteskowy: ma w sobie coś inspirującego. Bo w końcu mowa o intelektualiście, który wojnę zażywał w sporych dawkach, ale niespecjalnie uczestniczył, poecie, który w trakcie okupacji nauczył się angielskiego, utrzymywał nie tylko z przenoszenia zbiorów Biblioteki Warszawskiej, ale i targowego handlu damską bielizną, kimś, kogo los doskonale ilustruje losu ironię: jedyny raz, kiedy Miłosz zdecydował się na wojenną brawurę i 17 września ruszył z Lublina jako korespondent Polskiego Radia na front, ocaliło go to (o ile można pozwolić sobie na gdybanie) od śmierci, bo 17 września w Lublinie podczas bombardowania zginął Józef Czechowicz: a z Józiem Miłosz się w tamtym czasie praktycznie nie rozstawał. Kimś, kto szedł obok historii z prostym i arcytrudnym zamiarem: przeżyć i się nie splamić. Kimś, dla kogo te wydarzenia nie podważały sensu duchowej pracy nad sobą, ale wręcz wzmagały jej potrzebę: z tego wzmożenia przybędzie czytelnikom i Campo di Fiori i wydanych po dziesięcioleciach Legend nowoczesności.

Czego nas uczy Miłosz w czasach zarazy? Jest kimś, kto każe się zastanowić nad naturalnym odruchem przedkładania historii nad namysł nad nią: wiadomo, koleś z metalowym drągiem ma przewagę nad jakimś intelektualistą, co może udowodnić jednym zamachem dłoni, a jednak, po czasie, jeśli ktoś dostarcza nam języka do mówienia o pożogach, to ten Miłosz, tłumaczący w Warszawie angielskich metafizyków, ten Białoszewski, co na książkach Gide’a uczył się francuskiego, i to w trakcie Powstania…

Reklamy

komentarze 3 to “Miłosz w Kairze”

  1. Logos Amicus Says:

    To właśnie Miłosz uczynił znanym haiku Issy:

    Nigdy nie zapominaj:
    Chodzimy nad piekłem.
    Oglądając kwiaty.

    Spotkanie poświęcone Miłoszowi w Kairze ogarniętym krwawą rewolucją?
    Może to obraz nie tak surrealistyczny, jak się nam na pierwszy rzut oka wydaje?
    Przedkładanie namysłu nad historią

    • tomekdursa Says:

      Witam serdecznie. No właśnie tak mi się zdało, że nie tak groteskowy i surrealistyczny (choć coś Mrożkowego w sobie ma). Jeśli chodzi o owe haiku, to nie wiem, czy Miłosz nie odnosił go do grozy ukrytej, grozy międzywojnia, dyszącego pod ziemią potwora: potem ten potwór wywalił jęzor na ulice.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: