„Nocne książki II”

26 czerwca 2010

„Słysząc tytuł w słuchawce, Jules przypomina sobie wyjazd sprzed trzech lat na południe. Co pamięta? Zachował zdjęcia, krajobraz w kolorze oliwki przy torach kolejowych, pamięta jak niebo odsłaniało się przez okna pociągu w szerokich kadrach, pamięta jedno wzgórze defilujące za drugim. Dłużące się na stokach oliwkowe sady.

Trudniej z przywołaniem spotkanych osób, bo było ich niewiele. Zaplanował cztery dni urlopu od rodziny. Wykupił nocleg nad morzem, w trzygwiazdkowym hotelu, ani luksusowym, ani skromnym, którego dewiza, Festina lente, wypisana zamaszystą kursywą na internetowej stronie, zapowiadała to, co zastał: kurz w kawiarni, kurz na kinkietach i źle wypisany rachunek. Wysiadł na dworcu z godzinnym opóźnieniem, wziął taksówkę, wieczorem zamówił owoce morza w restauracji naprzeciwko i patrzył w odchodzące od placu kręte, umęczone upałem ulice. Potem swego rodzaju zaskoczenie: noc ze spotkaną młodą Szwajcarką, dwudziestolatką, która spytała go o drogę. Szwajcarki nie było w planach. Jules zaczął zastanawiać się, czy, przypadkiem, nie jest mężczyzną w średnim wieku. Zresztą była jedyną osobą, z którą przez te cztery dni urlopu dłużej rozmawiał, szklanka wina i mokre prześcieradła w hotelu.

Jules wstydzi się, że nie potrafi zasnąć bez przeczytania kilku stron. Niektórzy przyjaciele i żona wiedzą, przed innymi zwyczajnie się kryje. W hotelu czekał, aż po seksie dziewczyna ubierze się w koszulkę, jeansy i zabierze zapiaszczony plecak, w końcu nie minęła jeszcze północ: ona, widocznie nasycona, zasypia snem solidnym i zdrowym jak jej ciało. Jules wysuwa rękę spod pleców, związanych u dołu w olśniewające biodra i białe pośladki. Dopiero przyjechała do słońca. Otwiera walizkę, wyciąga tom Opowiadań na założonej biletem stronie i przysunąwszy krzesło do biurka wraca do lektury. Z czterech dni urlopu najlepiej zapamięta nazwisko Aschenbach i fetor weneckiego kanału.”

Przeczytane w tłumaczeniu

„Nocne książki”

5 marca 2010

„W ostatnich latach czyta jednocześnie dwie albo trzy książki. Te czytane w ciągu dnia, dla niewielkich pieniędzy i z obowiązku, traktuje przyzwoicie. Jak znajomych albo jak przedmioty, myśli. Po lekturze odgina rogi, odkłada do równego szeregu na półce lub, kiedy jest w podróży, do walizki, po jakimś czasie rozłąki: zapomina. Inaczej z powieściami nocnymi, które wybiera na intymnych przyjaciół. W języku matki, tym pierwszym, najczęściej już przeczytane, o wytartych brzegach i z włożonym za zakładkę biletem do kina sprzed lat, kołyszą go między trzecią a czwartą nad ranem, kiedy coś – niepowiedziane wspomnienie? ptaki? – budzi go ze snu. Po kilku stronicach zamiera na nowo i gasi lampę. Czasem czyta do rana. Czasem uwierają pod poduszką, wepchnięte tam przez, wędrującą po znanych sobie nieskończonościach, rękę.

Powtarza sobie, że sięga po nie z neurozy, z tych samych powodów, dla których składa ręczniki w kostkę i chodzi codziennie rano na basen, z przyzwyczajenia, z umiłowania do przyzwyczajeń. W rzeczywistości chodzi o inną rzecz: o przywiązanie. Niczego nie oferują, niczego nie wymagają, po prostu mu towarzyszą, czego nie może powiedzieć, jak stwierdza gorzko, o nikim innym.

Nocne książki: trudno powiedzieć, że je czyta.”

Przeczytane w tłumaczeniu