Podobnie jak Antoni Libera syci się detalami spotkania z Samuelem Beckettem, tak i ja rozpocznę od moich odległych, anonimowych, ale równie wstrząsających widzeń Libery. W auli poznańskiego uniwersytetu wypełnionej jesiennym kaszlem, Antoni Libera rozpostarł, wyciągniętą z kieszeni marynarki, pożółkłą kartkę. Zapadła cisza przerywana dmuchaniem w nos. Chciałbym państwu odczytać zapis mojego spotkania z Samuelem Beckettem, wykrztusił.

Podobny numer powtórzył się dwa bądź trzy razy, w różnych miastach, przy zróżnicowanej pogodzie, wystarczająco wiele, żebym widział w Antonim Liberze przede wszystkim człowieka, który w paryskiej kawiarni spotkał Becketta: podczas gdy zwykły śmiertelnik przed wyjściem z domu zakłada buty, stara się deszczową porą nie zapomnieć parasola, tak Antoni Libera zgina starannie kartki z zapisem spotkania z Beckettem i wychodzi na miasto. Jest spokojny. Spotkał Becketta. Kartki są? Sprawdza w kieszeni marynarki. Są.

Tak. Tak, tę manię łatwo jest wyszydzić. Godot i jego cień stanowi jednak fantastyczne preludium do osławionego spotkania z Beckettem (którego wierny opis znalazł się, rzecz jasna i do przewidzenia, na końcu dzieła), bo zdaje sprawę z piekielnego ukąszenia, jakie zadała Antoniemu Liberze twórczość irlandzkiego noblisty. Literatury, która niemal od dziecka uruchamia w nim wszystkie moce, i te mniejsze: pcha go do nieprzewidzianych spotkań, szperania, do detektywistycznych zabaw, i te większe: mieszczą się w nich słowa wierność, sens czy powołanie.

Utożsamienie jest maksymalne: opowieść o przygodzie Libery z Beckettem jest opowieścią o życiu młodego Libery, od warszawskiej inscenizacji Godota w 1957 roku po spotkanie piątego stycznia 1978 roku. Wątki autobiograficzne przedstawiają autora w autentycznym świetle: nie jest to facet, którego można polubić, budzi wręcz niechęć, przeplatają się w nim, jakże prawdziwie, młodzieńcza bufonada i depresje, razi mitomanią i czułością na towarzyskie bagatele. Jednak w geście pochylenia głowy przed dziełem Mistrza i przed samym Mistrzem (aż po maniackie zachowania, aż po wariactwa, jak zabranie pudełka po papierosach wypalonych przez Becketta, pudełka przechowywanego po dziś dzień) jest ziarno, niezrozumiałej być może dzisiaj, niezrozumiałej na pewno dla mnie, wielkości.

Antoni Libera, Godot i jego cień, Znak, 2009

Reklamy