Majakowski, Bengt Jangfeldt

11 września 2011

tutaj jest Majakowski

Bengt Jangfeldt – tak jak obiecała mi informacja na okładce – napisał biografię monumentalną. Nie żeby stawiał wieszczowi spiżowy pomnik, wręcz przeciwnie, szwedzki pisarz jest nad wyraz konkretny i rzeczowy, a kiedy trzeba nie krępuje się poinformować nas o kłopotach poety z przedwczesnym wytryskiem. Nie wspomnę nawet o sercowych malaises czy kompromisach z radziecką władzą – w czasach kiedy jej intencje stawały się oczywiste nawet dla najbardziej nierozgarniętych ludzi pióra.

Przede wszystkim biografia ta napisana jest tak, że urąga wszelkim możliwym streszczeniom. Nanizane na chronologiczną nitkę wydarzenia z życia Majakowskiego przesuwają się przed oczyma czytelnika jeden za drugim, jak paciorki – z bliskiej perspektywy jednakowo istotny dla bohatera będzie zakup samochodu jak publikacja nowego poematu. Czy zresztą nie jest tak, że samochód potrafi prześcignąć najlepszy wiersz? Czy lepiej wziąć ostro zakręt czy tomik do ręki? Dlatego radzę czytać książkę dużymi odcinkami, po sto lub więcej stron, dopiero wtedy układają się w sensowny wzór; zasługą Jangfeldta jest to, że przedstawił życie poety w stanie surowym – pomimo iż od kilkudziesięciu lat uchodzi za autorytet w majakologii nie narzucił własnych interpretacji.

Dzięki tej formie mogłem odnieść mylne, ale jakże przyjemne wrażenie, że dokonuję samodzielnie odkryć dotyczących Majakowskiego, z których – a co tam – na zachętę podzielę się dwoma. Po pierwsze, zdumiało mnie do jakiego stopnia Majakowski był artystą estrady. To rasowy frontman socjalizmu. Nieustannie w poetyckiej trasie, między fabryką a uniwersyteckim odczytem, działał na czytelników i czytelniczki barczystą sylwetką, głosem. Imponował celnością, z którą trafiały złośliwe riposty. Jeśli kogoś najdzie ochota na prowadzenie podobnej buchalterii, może policzyć ile razy w biografii mowa o olśnieniu Majakowskim po przeczytaniu jego utworów, a ile razy po ich wysłuchaniu – zapewniam, że słuchacze przeważają ilościowo nad czytaczami co najmniej kilkukrotnie. Zdaje się, że o czytelnikach poety należy mówić ostrożnie; Majakowski miał widzów i wielbicieli.

Po drugie – co wynika z pierwszego – przy całym swym geniuszu Majakowski cierpiał na wszystkie wady artysty scenicznego. Jeśli kogoś zniesmaczyła wzmianka o przedwczesnym wytrysku poety, to spieszę dodać – Wołodia był sprinterem we wszystkich dziedzinach, żądał natychmiastowego zysku. Poezję chciał konsumować na pniu, jeszcze gorącą. Dla kogoś tak uzależnionego od odbiorcy dobre układy z władzą były koniecznością, jemu trzeba było przychylnego widza i możliwości występów, jemu szuflada nie mogła być mieszkaniem. Tak oto został lirycznym ptakiem tokującym o rewolucyjnej miłości – bo na tym zasadza się najlepsza część jego dzieł – trzymanym przez Kreml na postronku.

Liryczny ptak Majakowski nie był poetą ludowym. Nie chodzi o to, że hermetyczny, że pozwalał sobie awangardowe chwyty – wstyd o twórczości wypowiadać się przy pomocy tak sumarycznych określeń – ale w ogóle o futurystów w ojczyźnie proletariatu. Pomijam ich obyczajowe eksperymenty, słabość do burżuazji, wzdychanie w stronę Paryża. To bagatele. Nie czarujmy się, zamiast ludu o losie artysty i wysokości nakładów decydowały iście bizantyjskie intrygi i znajomości wśród dygnitarzy. Słówko skreślone na marginesie przez Lenina wynosiło jednych w przestworza pierwszych stron gazet, innych spychało w dział nekrologów. To była twórczość prawdziwie dworska – niezależenie od tego czy była, czy nie była popularna.

Książka jest więc zapisem klęski genialnego liryzmu w starciu z dyktaturą. Przede wszystkim wyciągnąć z niej można różne wnioski co do życia tragicznego Wołodii, do czego serdecznie zapraszam.

Bengt Jangfeldt, Majakowski, W.A.B.

P.S. Bengt Jangfeldt to drugi w ostatnich tygodniach skandynawski autor, którego książkę po przeczytaniu umieszczam na najwyższej półce – a przyznam się, że nigdy wielką miłością do nordyckiej literatury non-fiction nie pałałem i z racji wykształcenia spoglądam raczej z polskiej żerdzi na dół, ku Morzu Śródziemnemu. Muszę oddać jej sprawiedliwość i się ze Skandynawią przeprosić.

Reklamy